Buty Barefoot firmy BELENKA ocena i analiza

Przyznam, że osobiście nie należę do osób, które podążają za trendami internetu i reklam, szczególnie gdy używa się w nich słów – jedyne, najlepsze etc. Specjalizując się w biomechanice oraz fizjoterapii pacjentów ze schorzeniami neuroortopedycznymi, ze szczególnym uwzględnieniem wad i deformacji stopy nie sposób jest przejść obojętnie obok tematyki obuwia.

Wstęp

To co proponuje współczesny rynek obuwniczy to trend podążający w kierunku: wygody, komfortu, amortyzacji oraz wymyślaniu przeróżnych systemów, które mają za danie nie jako ,,pomóc” naszym stopom w lokomocji. Pojawia się tutaj grupa zwolenników oraz i przeciwników. Coraz bardziej zaczyna mnie śmieszyć pewien slogan, głoszony przez zwolenników powrotu do natury, jakoby obuwie rozleniwiało stopy i tworzyło płaskostopie. Trzeba zadać tutaj podstawowe pytanie, wcześniej poprzedzając je pewną analizą.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę środowisko, w którym żyje człowiek i podłoże po jakim się porusza i porównamy je do historycznych dziejów, ewolucji to z pewnością dojdziemy do wniosku, iż te środowiska drastycznie się różnią. Biorąc pod uwagę podłoże jakim jest ziemia, piach, trawa i w opozycji postawimy kostkę brukową, beton to zadam wspomniane pytanie – jakiej pracy będziemy oczekiwać od naszych stóp na tych podłożach? Słyszałem niegdyś opinię, że sposób chodu, jakiego są uczeni fizjoterapeuci na studiach, to znaczy rozpoczęcie kroku od kontaktu pięty z podłożem to najgorszy z możliwych sposobów chodu, gdyż plemiona afrykańskie, które nie korzystają z tego sposobu ruchu nie mają problemów, z którymi współczesny zurbanizowany człowiek się mierzy. Wiedza z zakresu ewolucji i mechaniki okazuje się ma na ten temat nieco inne zdanie. O ile mechanika chodu człowieka, który żyje na pustyni i nie korzysta z zaawansowanej technologii obuwniczej różni się od człowieka w mieście jest bezsprzecznym faktem to kluczowe jest jedno sformułowanie – inne podłoże i forma adaptacji. Porównując mechanikę chodu szympansa i mierząc jego wydatek energetyczny w tempie chodu vs tempie biegu, to strata energetyczna jest niewielka, natomiast człowieka – przekracza ponad 300% [1] [2] [3]. Małpy lądując na przodostopiu, wykorzystując przy tym obszerny moment obrotowy biodra i kolana wykorzystują inną dźwignię, przez co ich stopy pracują zupełnie inaczej. Można by powiedzieć, ich aparat ruchu bardziej jest zaprojektowany pod bieg aniżeli do wolniejszego chodu. Zatem nasz chód od pięty (dwunożny) to jedna z lepszych ewolucyjnych adaptacji do chodu.

Jeżeli ktoś pyta – czy może zatem lepiej chodzić boso, żeby nie rozleniwić stóp odpowiem tutaj – ABSOLUTNIE NIE. Pytanie, na które trzeba sobie wcześniej odpowiedzieć, to co to znaczy ,,rozleniwiona stopa”? W nomenklaturze podiatrycznej takowe sformułowanie nie istnieje. Czy jeżeli przyjmę, że stopa posiada wysoko ustawiony łuk, prostopadle inklinowany Achilles i jest w swojej konstrukcji zwarta, to czy wykona ona wypłaszczenie w środkowej fazie podparcia i zamortyzuje uderzenie? Często odpowiedź jaka wówczas pada – wysklepienie stopy w statyce jest nie zawsze proporcjonalne do funkcji dynamicznej chodu. Czy jeżeli ta stopa nie wypłaszczy się to będzie to oznaka: rozleniwionych mięśni, osłabionych mięśni, a może odwrotnie hipertonicznych i skróconych mięśni lub czegoś innego? Czy może jest to norma?

Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi, więc jeżeli miałbym przeanalizować, zdanie, że obuwie rozleniwia stopę, to trzeba by się zastanowić:

  • jaką strukturę osłabia
  • w jakim memencie chodu / statyki owe rozleniwienie się ukazuje
  • jak wpływa na ten mechanizm GRF (czyli siła reakcji gruntu) ?

W mojej ocenie nie da się wybrać obuwia idealnego. Raczej powinniśmy iść drogą biomechanicznego kompromisu, analizując środowisko w jakim żyjemy, podłoże oraz to czego oczekujemy od obuwia.

O BAREFOOT

Trend tzw. Barefoot powstał aby w sposób bezpieczny ,,odtwarzać” warunki biomechaniczne chodzenia boso. But ma za zadanie jedynie chronić swoją podeszwą podeszwę stóp przed skaleczeniem, zranieniem m.in. szkła, kamieni etc. Często obuwie te jest charakterystycznie ,,poszerzane” z przodu tak aby zapewnić wystarczającą ilość miejsca na przodostopie, nie doprowadzając do ściśnięcia palców. Oczywiście na stronie producentów możemy znaleźć przeróżne pozytywy, które płyną z noszenia takich butów, począwszy od tego, że stopa oddycha, nie poci się a skończywszy na komforcie psychicznym.

Ja skupię się w swoim opisie na butach firmy BELENKA, które dzięki uprzejmości firmy dostałem do testowania. Jest to firma, która produkuje buty od 2017 roku. Założycielami są: Juraj Fehervari i  Lenka Cenigova. Obuwie jest szczególnie rozsławione w Czechach, Słowacji. Nadmieniam, że moja opinia będzie wyrażona zarówno w roli użytkownika obuwia oraz jako fizjoterapeuty podiatrycznego / biomechanika z podziałem na opinię w sprawie noszenia tego typu obuwia dla pacjentka zdrowego i z defektami i dysfunkcjami w obrębie stopy.

Do testu wybrałem model całoroczny barefoot Icon Cognac koloru brązowego. Pudełko standardowej wielkości z materiałami reklamowymi w środku.

Waga jednego buta to 263 g (gramy). Mój standardowy but wizytowy, w którym się do tej pory przemieszczałem na codzień waży 414 g (gramy). Dla porównania but pewniej firmy X dla dziecka trzyletniego (nie ważne jakiej firmy) waży 300g (gramy). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie buciki dziecięce tyle ważą, ale jest pewna firma, która stosuje zasadę masywności obuwia, które jest wprost proporcjonalne do jego wagi, co z punktu widzenia rozwoju aparatu ruchu dziecka nie jest prawidłowe.

Przyznam osobiście, że to co mój aparat ruchu i układ nerwowy od razu odczuł po założeniu tego barefoot Icon Cognac to – brak wagi buta. Miałem wrażenie, że mam stopę włożona w nieco sztywniejszą skarpetę niż do wnętrza buta. Moje pierwsze kroki, a tak naprawdę ten pierwszy miałam odczucie, że faza wymachu nogą zakroczną była niewspółmiernie silna w stosunku do jej zapotrzebowania. Innymi słowy w momencie wybicia się stopą czułem, że bardzo mocno napędzam kończynę, mimo że tego nie potrzebowałem. Od razu zrozumiałem, że mój układ nerwowy nauczył się sterowania zupełnie inną wagą buta, zatem używał innych wartości momentów obrotowych. Przyznam, że to uczucie było dla mnie bardzo dziwne. Porównałbym to do sytuacji, gdy widzimy jakiś przedmiot i programujemy wstępnie napięcie mięśniowe w celu jego podniesienia. W momencie gdy go podnosimy nagle np. ręka wędruje energicznie do góry i jesteśmy wówczas zdziwieni, że to waży tak mało, a użyliśmy do tego za dużo siły – tak wiem wygląda zabawnie i komicznie, ale w sytuacji pierwszego założenia tych butów oraz pierwszych kroków, z pozycji obserwatora mój chód mógł tak wyglądać.

Test amortyzatorów 

Kolejną rzeczą, którą chciałem sprawdzić to tzw. system funkcjonalnej amortyzacji, jednak nie buta lecz stopy. Już tłumaczę, o co dokładnie chodzi. To, że but jest w stanie wytworzyć sztuczną formę amortyzacji i chronić stopę, nawet nazbyt mocno to jest niepodważalne i pewne. Mnie interesowała inna kwestia – czy but NIE PRZESZKADZA stopnie samej w sobie się amortyzować. Medycyna podiatryczna wyróżniła paręnaście mechanizmów autoamortyzacji stopy – czyli stopa ma swoje własne śródstrukturalne i śródmechaniczne mechanizmy, które ją właśnie zabezpieczają.  Wielokrotnie obserwuję, że obuwie nadmiernie pomagając stopom (np. amortyzując je nadmiernie) wyłącza te automatyczne mechanizmy w stopie – co nie jest do końca poprawne. Co więcej powinna panować tutaj zasada projektowania wkładek i / lub butów z doktryną  PROJEKTUJ TAK BY STOPOM NIE PRZESZKADZAĆ – POMAGAJ NIE SZKODZĄC.

Absolutnie nie wchodząc w analizę wszystkich tych mechanizmów – są dwa, które uważam, że powinny zaistnieć praktycznie zawsze (nie mówimy tutaj o bucie specjalistycznym).

Pierwszy z nich to słynny i wielokrotnie analizowany i modyfikowany kołowrót Hicks’a, zwany Windlass Mechanism. Innymi słowy z chwilą, gdy stopa w statyce wykazuje tendencje do wypłaszczenia i / lub jest płaska, po wykonaniu zgięcia grzbietowego palucha oczekujemy, iż stopa się wysklepi. Współczesna wiedza mówi, że w trakcie całego cyklu chodu (analizując jedną kończynę) moment ustawienia palucha w zgięciu grzbietowym i tym samym włączenie się kołowrotu, występuje w dwóch chwilach: kontaktu pięty z podłożem oraz w momencie oderwania pięty i wybicia się z palucha. Co więcej, przyjmuje się, że w momencie kontaktu pięty z podłożem w strukturę, którą nazywamy rozcięgnem podeszwowym wprowadzane jest dzięki temu mechanizmowi tzw. napięcie wstępne. Napięcie to jest utrzymywane i dzięki niemu rozpoczyna się tzw. faza ładowania energetycznego (dzięki temu mechanizmowi w tkankę tę wprowadzana jest energia mechaniczna w trakcie, gdy piszczel migruje do przodu). Gdy pięta odrywa się od podłoża i następuje wybicie z przodostopia (drugi moment włączenia kołowrotu) następuje włączenie tzw. mechanizmu spustowego, zwany często recoil effect. Testem, który to sprawdzi jest m.in. wykonanie zgięcia grzbietowego butem w miejscu gdzie znajdują się stawu śródstopno – paliczkowe. I tutaj ważna uwaga – zgięcie buta w trakcie testu ma zajść właśnie w tym miejscu.

Często niestety obserwuję dwa niepoprawne zjawiska:

  •  but się totalnie nie zgina
  • but się zgina ale w połowie swojej długości, a okolica stawów śródstopno – paliczkowych nie

I tu bardzo pozytywne zaskoczenie. But jakbym go nie chwycił – przy ustabilizowaniu tyłostopia zgina się tam gdzie powinien. Co więcej gdy użyłem więcej siły but płynnie się ,,rolował” a co za tym idzie – nie zachowywał się jak zwykła skarpetka z naszytą gumą antypoślizgową od spodu, która to często bywa nazywana obuwiem minimalistycznym.

Drugim testem jest to test torsji buta, czyli nic innego jak próbujemy skręcić but jakbyśmy wyżymali mokrą ścierkę. Tutaj kolejna uwaga – but powinien poddać się temu skrętowi, jednak po odpuszczeniu siły powinien wrócić do swojej pierwotnej formy. Mechanizm ten powoduje, że tzw. dźwignia skrętna, zwana torsją stopy czy też amortyzatorem Hendricx’a może zadziałać poprawnie. Mówiąc prościej – ruch tyłostopia w prawidłowo pracującej stopie jest odwrotny niż ruch przodostopia. Tutaj kolejne zaskoczenie – but jak najbardziej spełnia wymogi tego testu.

Wnętrze buta jest powierzchnią płaską, nie nachyloną na krawędź boczną i nie posiada tzw. klina supportującego od przy krawędzi wewnętrznej (klin supinujący).

Czyli but w swojej konstrukcji dla stopy jest neutralny pod kątem momentów obrotowych – nie wymusza ani pronacji ani supinacji.

Gdy spojrzymy na but od przodu możemy mieć wrażenie jakby krawędź wewnętrzna przodostopia była uniesiona do góry a boczna opuszczona. Jest to jedynie złudzenie, ale fakt jest taki, że but posiada więcej materiału od strony wewnętrznej od strony grzbietowej. Jest to zgodne z anatomią stopy, gdyż pierwszy promień jest ustawiony najwyżej i schodząc bocznie każdy kolejny promień jest niżej aniżeli promień go poprzedzający. To znaczy stopa patrząc na nią od przodu (prawidłowo zbudowana i funkcjonująca) jest na kościach śródstopia niższa po stronie bocznej a wyższa od strony wewnętrznej. Sporo butów niestety nie pamięta o tej zależności, przez co mamy przodostopia nie dość, że ściśnięte na szerokość to jeszcze pod względem wysokości dochodzi do kompresji, która to może powodować różnego rodzaju dyskomforty, a nawet finalnie deformacje.

Producent podaje, że grubość ogumienia, które – uwaga – jest klejone na całej długości i szerokości z jednolitego materiału bez sztukowania (ewidentny plus) ma grubość 4mm w butach dla dorosłych i 6 mm w bucikach dziecięcych. Mierząc grubość materiału z odjęciem paru mm na wyściółkę wychodzi w granicach 5 mm w bucie, który testowałem (pomiar za pomocą urządzenia do pomiaru grubości i metodą obliczeniową suwmiarką ( wynik podobny).

Natomiast ten naciągnięty materiał jest naklejony na skórę na różną wysokość. Nie wolno tutaj mylić – wysokości naciągnięcia ogumienia z jej grubością. Wysokość naciągu z przodu to ok 13 – 15 mm, a z tyłu na najwyższym punkcie 30 mm. Ustawienie ogumienia nieco wyżej na zapiętku uważam za plus, gdyż w momencie kontaktu pięty z podłożem jest to czynnik, który niejako polepsza stabilizację w tej fazie jednocześnie nie blokując ruchu pięty.

To, że but w testach wypada pozytywnie (mowa o testach ręcznych) to dobry wstęp do sprawdzenia tych mechanizm już na samej stopie. I tutaj również mogę powiedzieć – wszystkie mechanizmy działają. Co więcej – dosłownie i to bez przenośni czujemy ich pracę. Czasami bywa tak, że sam but dobrze sprawdza się w ręcznym testowaniu jednak np. podczas chodu, gdy kołowrót Hicks’a się powinien włączyć, nagle but zamiast się zginać w okolicy stawów śródstopno – paliczkowych nagle albo się marszczy na podeszwie lub ukazuje się niestabilność ruchu tyłostopia, co nie koniecznie jest generowane złą pracą stopy (bywa rzadko ale zdarza się). Tutaj nawet po dłuższym chodzeniu but nie zmienia swoich parametrów, które omawiam.

Kolejną kwestią jest poszerzenie buta na przodostopiu. Tutaj ogromny ukłon dla producenta. Przodzostopie ma tutaj szansę na swoją mechaniczną pracę. Warto tutaj wspomnieć, że przodostopie nie pracuje na zasadzie naprężania łuku lecz ruch kości śródstopia – zwłaszcza pierwszej kości śródstopia versus piąta jest ruchem, który można opisać mechaniką paraboli. Pierwsza kość śródstopia oraz piąta oddalają się od siebie oraz wykonują jednocześnie rotację naprężając struktury takie jak więzadło poprzeczne przodostopia głębokie i powierzchowne oraz inne struktury kurczliwe. To naprężenie w trakcie włączenie wahadła stępowo – śródstopnego jest szczególnie istotne aby stopa wytworzyła, a raczej stałą się dźwignią napędową. Ma to szczególne przełożenie przy zmianie tempa chodu. Od obuwia wymaga się aby kości śródstopia miały na ten ruch miejsce, stąd poszerzenie przodostopia w bucie jest bardzo ważną kwestią. Można by rzec – na co mi kołowrót Hicks’a skoro nie mogę naprężyć przodostopia? Jak sami widzicie jest to system wzajemnych współzależności.

KOMFORT

Inną kwestią, którą chciałem poruszyć jest już sam komfort chodzenia. Użytkuję buty już jakiś czas i powiem tak – nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Pomyślicie – dlaczego? Otóż musielibyśmy zdefiniować, czym jest wspomniany komfort? I tutaj pojawia się wspomniany wcześniej przeze mnie mit rozleniwienia stopy. Oto kilka aspektów tego mitu:

  1. Neuroreceptorowy analfabetyzm stopy

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że sama stopa posiada ogromną liczbę receptorów, niektórzy autorzy szacują tę liczbę na 2 mln. Każdy z tych receptorów przewodzi określoną informację do centralnego układu nerwowego. Zgodnie z modelem McKeon’a aby stopa mogła pracować zgodnie z najnowszym paradygmatem wysklepienia tzw. foot core system musi dojść do integracji układu nerwowego, mięśniowego, kostnego. Innymi słowy bez układu nerwowego, a pod nim kryje się między innymi zjawisko eksterocepcji, propriorecepcji oraz receptorowej integracji nie ma absolutnie mowy o prawidłowym funkcjonowaniu stopy.  Jeżeli stopa pracuje jedynie w bardzo miękkim obuwiu, dany człowiek chodzi po podłożu mało sensorycznym (czyli np. płaska podłoga) to z punktu widzenia neurologii może dojść do zjawiska ,,rozleniwienia” układu nerwowego. Oczywiście będzie to miało swoje przełożenie na napięcie struktur mięśniowych, pobudliwość etc. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z pierwotnie rozleniwionymi mięśniami. Aby mięsień zapracował musi ,,coś” go do tego zmusić. Często w terapii spotykam się z rozbieżnością. Pacjenci oczekują poprawy funkcji stopy, i ja wiem oraz oni, że wymaga to dobodźcowania stopy ale terapia trwa 45 minut, a co z resztą czasu? To dobodźcowanie musi też przełożyć się na życie codzienne, a żeby do tego doszło właściciel stóp (pacjent) musi je zmusić do tego, innymi słowy STWORZYĆ ŚRODOWISKO do tego aby w ogóle było zapotrzebowanie na ten bodziec. W bucie, który dosłownie wszystko wykonuje za stopę – amortyzuje, wybija etc. stopa zwyczajnie tego nie wykonuje bo nie ma takiej potrzeby. I z punktu widzenia neurologii w tym aspekcie rozleniwienie, a raczej ,,odmóżdżenie” receptorowe ma faktycznie miejsce. Stopa w ujęciu bodźców i receptorów staje się ,,analfabetką”. Dobrze sobie radzi w jednym środowisku ale może mieć problem przy np. zmiennym podłożu.

  1. Słabeusz mięśniowy

Jeżeli przeanalizujemy funkcję mięśni stopy – to one w głównej mierze odpowiadają za sterowanie stopą w dynamice – bieg, chód itp. W statyce rola mięśni stopy w utrzymaniu sklepienia nie jest pierwszorzędowa. Jeżeli ktoś mówi, że buty rozleniwiły mięśnie stopy i ocenia to jedynie na podoskopie i w statyce – w dużej mierze może się mylić. Jeżeli rozwinie się badanie o analizę chodu i funkcję stopy w chodzie, to tak naprawdę wracamy do punktu o nazwie NEUROLOGIA. Jest to oczywiście kolejny łańcuch współzależności, jednak współczesna wiedza z zakresu mechanizmów kontroli napięcia mięśniowego, tzw. siły funkcjonalnej widzi tutaj ogromną rolę jednak neurologii. Czyli to, że mięsień funkcjonalnie przejął funkcję (odtworzył ją) to nie dlatego, że jest silny sam w sobie tylko układ nerwowy, mówiąc kolokwialnie ZASKOCZYŁ.

TO JAK TO JEST Z BAREFOOT ?

Testowane buty barefoot mogą być dobrym obuwiem aby właśnie stopie nie przeszkadzać i nie zaburzać wspomnianych mechanizmów. Moje pierwsze dni to była walka z dwoma aspektami. Po pierwsze przyzwyczajenie się do tego, że but bardzo mało waży i musiałem siłę wymachu ,,wystopować” a po drugie … no właśnie hamowanie. Każdy fizjoterapeuta wie, że w momencie wybicia się z kończyny, która jest zakroczna (np. prawa) w momencie kontaktu pięty z podłożem tej nogi moment pędu muszę zamienić na hamowanie. To znaczy przed uderzeniem piętą o podłoże cały mój układ musi zacząć hamować. I tutaj pojawia się pytanie, które sam sobie wtedy zadałem – czy ja w innych butach nie wykonywałem hamowania? No właśnie…może i wykonywałem ale w dużej mierze mój układ nerwowo – mięśniowy ufał danemu butowi. Przecież to but kontaktował się z podłożem i między nim, a podłożem zachodziła siła reakcji gruntu i ta integracja (but – podłoże) była dopiero przekazywana na stopę i integrowana (odbierana i interpretowana) przez mój układ nerwowy. W tym momencie, gdy założyłem obuwie, które ma 5 mm grubości i jest w pełni elastyczne to nagle ta integracja podłoże – but dużo szybciej i w większym wymiarze odbierała moja stopa – dostawała dużo więcej informacji z podłoża pod kątem wielkości siły, szybszego bodźca itp. Nagle okazało się m.in. że fuga między kostką brukową, która jest przed moim domem zrobiona idealnie perfekcyjnie, gdyż wykonywał to znakomity specjalista – mój teść 😊 , ma swoją fakturę, głębokość, szerokość, czego absolutnie nie czułem poruszając się po tej samej kostce w poprzednim obuwiu wielokrotnie naprzeciwko mojego domu. Żeby tego było ma okazało się, że różne podłoże na zewnątrz: kostka brukowa, beton, ziemia nie tyle, że ma inną fakturę, gęstość ale ma mimo tej samej temperatury na zewnątrz inną temperaturę. Pomijam fakt, że w barefoot czujemy każdy kamień, który nas nie rani, gdyż o dziwo ta 5mm guma nas przed tym chroni ale uczy to nas to jednego – to co swojemu dziecku powtarzam i mi również moi rodzicie powtarzali ,,patrz pod nogi” oznacza tak naprawdę coś innego. Nie moje oczy lecz stopy mają ,,patrzeć” przed siebie. Mój wzrok wyprzedza mój krok o parę metrów, ale nagle okazało się, że jestem w stanie przewidzieć o wiele więcej dzięki temu, że czucie proprioreceptywno – eksteroceptywne zostało wyczulone (sensytyzacja). Parę razy już się przekonałem, że dziwnie omijałem pewne przeszkody – choćby szkło, ostry kamień. Nie tak dawno bo dzień przed pisaniem tego artykułu szedłem niedaleko pola i poczułem że stanąłem na jakiejś dziwnej strukturze i od razu zabrałem stopę i spojrzałem na dół – okazało się, że to rozbita butelka, która była po części zakopana w ziemi. Gdy już przy kontroli wzroku stanąłem mocniej na niej szkło zwyczajnie pękło. Czyli w zwykłym bucie tego bym zwyczajnie nie poczuł tylko przeszedłbym po butelce nie zważając na nią. Przyznam, że dziwne uczucie.

Kolejne ciekawe odczucie to zmęczenie. Przez pierwsze 3 dni po ok pół godziny chodu (spacer swoim komfortowym tempem) czułem dziwne zmęczenie. Czasem czujemy takie zmęczenie gdy się czegoś nowego uczymy – np. nowej czynności. Z jednej strony czułem faktycznie, że moje mięśnie podjęły inną pracę ale czułem się jakby ,,przebodźcowany”. I zgadnijcie co zrobiłem (świadomie), żeby pozbyć się tego odczucia? Zmieniłem tempo chodu – przyspieszyłem. Dla mnie w pierwszych dobach użytkowania wystarczyła godzina ciągłego ruchu w barefoot. Faktycznie czułem inaczej swoje kończyny dolne, poczułem w ogóle podeszwę swoich stóp. Pojawił się również delikatny opóźniony ból mięśniowy (potocznie zwane zakwasami). Nie dziwne, skoro musiałem się nauczyć hamować – a to ekscentryczna praca, zatem innego wyjścia nie było.

Nie czułem absolutnie zimna w butach – temperatura na zewnątrz oscylowała ok 1-40 C.  Nie wiem jak będzie przy innych temperaturach – zobaczymy.

W innych regionach ciała – pas biodrowy, kręgosłup czułem pracę (nie zakwasy) i teraz pytanie dlaczego? Odpowiedź, paradoksalnie jest prosta. Gdy moje ciało uczy się hamować – no w takim bucie nie mogę z rozpędem uderzyć piętą o podłoże, gdyż mówiąc wprost BOLI TO WTEDY, to całe ciało MUSI ZMIENIĆ SPOSÓB LOKOMOCJI. Nagle okazało się, że muszę wychylić się do przodu aby łatwiej kontrolować ruch środka ciężkości. By to zrobić aby nie odczuwać bólu w plecach musiałem dopiąć mięśnie brzucha bo inaczej bym raczej brzuch wysuwał ku przodowi wykonując hiperlordozę w odcinku lędźwiowym. Gdy próbowałem zastosować ten drugi mechanizm, mój kręgosłup szybko przypomniał mi – nie rób tego. Szczególnie to czułem gdy zmieniałem tempo chodu – w ogóle czułem to, że zmieniam. I nie mowa tu o zmianie chodu na bieg – lecz zacząłem świadomie odczuwać nawet dyskretne zmiany prędkości. Zdaję sobie sprawę, że w ramach dłuższego użytkowania butów stanie się to dla mnie pewnie normalnością i będzie ten impuls sprowadzony do niższych pięter i stanie się czymś w formie odruchu.

Same stopy poza tym, że odczuwały bardzo dużo – na początku wręcz to przytłaczało to po ściągnięciu butów czułem je jakby były lekko spuchnięte. Ale wyraźnego obrzęku, ocieplenia zapalnego stóp absolutnie nie było. Poczułem również coś, czego nie odczuwałem wcześniej – stawy śródstopno paliczkowe, mimo, że akurat wszystkie buty jakie wybierałem wcześniej WYGINAŁY SIĘ W TEJ OKOLICY (kołowrót Hicks’a). Jednak cienka podeszwa powodowała, że  więcej siły GRF wchodzącej przez 5mm podeszwę bezpośrednio do mojej stopy i wartości tej siły były znacznie większe. A to oznacza, że moment zgięcia grzbietowego w tych stawach był dużo większy, przez co jego kontrola musiała być również jeszcze większa (ekscentryczna praca zginaczy). Poczułem również pieczenie na wysokości pudeszczki tłuszczowej przodostopia, które jeszcze odczuwam. Czy jest to zły objaw – aboslutnie nie, poduszka tłuszczowa potrzebuje czasu łącznie z komórkami skóry aby się dostosować do nowej funkcji. Wcześniej każdy mój but pomagał mojemu przodostouupiu, a tutaj nagle stopa została prawie sama sobie. Czas i jeszcze raz czas…

CZY POLECAM BUTY BAREFOOT?

Mogę oczywiście wypowiedzieć się na temat butów barefoot firmy BELENKA, którą testowałem. Same buty wykonane są ze skóry bydlęcej ale firma posiada również uwaga wersję ,,wege”. Wykonanie buta ocenię wysoko i pod kątem jakości materiałów i technicznego – doskonale. Spełnia ten but oczywiście wszystkie wymogi zakwalifikowania go jako barefoot. I teraz pytanie czy polecam ten trend i firmę?

Zacznę od firmy – absolutnie tak, wysoka jakość, mechanicznie wszystko super (opisane szczegółowo wyżej).

Na  pytanie – czy polecam ten typ buta nie odpowiem jednoznacznie. Porównałbym to nieco do samochodu. Czy poleciłbym współczesnemu kierowcy, który ma prawo jazdy np. 5 lat auto z rocznika 1970 o mocnym silniku? Współczesny kierowca przyzwyczajony jest do mechanizmów: ABS, ESP, automatyczne parkowanie, automatyczna skrzynia biegów itp. W większości przypadków samochód potrafi wyprzedzić reakcje kierowcy. Jeżeli kierowca nigdy nie doświadczył ,,gołego” auta bez mechanizmów pomagających może się okazać, że wejście w prosty zakręt przy prędkości nawet 60km/h może skończyć się nieciekawie. Dawne auta tego nie posiadały, kierowca niemalże w 100% musiał ufać swoim umiejętnością przewidywania, obserwacji, technicznemu opanowaniu auta.

Podobnie jest z butami barefoot. Ten typ buta potrafi ukazać słabe punkty właściciela stóp. Począwszy od słabych mechanizmów sterujących, a skończywszy na strukturach mięśniowych. Faktycznie, gdy stopa musi zaufać sobie, musi również wzmocnić swoje struktury – kościec, więzadła, ścięgna etc. To niestety trochę trwa. Dlatego jeżeli zaczniemy użytkować buty i podjedziemy do tego zdroworozsądkowo i zastosujemy stopniowe aplikowanie ich to absolutnie tak – polecam. I tutaj, jeżeli pojawią się dyskomforty, bóle to zanim zrezygnujemy całkowicie z butów barefoot udajmy się do specjalisty, który oceni – dlaczego to odczuwasz i jaki jest tego mechanizm?

Jako terapeuta podiatryczny absolutnie nie zalecę tego butów w mocno zdeformowanej stopie, stopie bezpośrednio po urazie, pacjentowi z zaburzeniem funkcji sterujących sklepieniem stopy bez znanej etiologii, chorobom układowym etc.  Musimy poznać te patomechanizmy aby starać się je eliminować i zabezpieczać. Zgodzę się, że but potrafi pewne rzeczy wymusić – absolutnie tak. I gdyby tak w 100% u 100% ludzi było to zalecałbym każdemu te buty. Jakie jest zatem ,,ale”? Tym ,,ale” jest właściciel stóp – czyli człowiek, który poza stopami posiada również mnóstwo innych struktur, tkanek. Posiada również psychikę i emocje. Dodatkowo żyje w społeczeństwie, pracuje. Jeżeli ktoś chce wdrożyć poprawę swojego stanu zdrowia, komfortu życia i but jest jedna z tych form, która jest do tego środkiem – to znowu podpisuję się pod tym. Ale jeżeli na siłę będziemy starali się zmusić swoje ciało do przyjęcia tego naturalnego chodu ignorując reakcje z ciała to gwarantuję – efekt będzie inny. Pytanie tylko – czy to aby na pewno but był temu winien?

Z punktu widzenia mechaniki but spełnia moje – uważam bardzo ważne – wymogi, które wynikają z anatomii, biomechaniki. Pytanie jest inne – czy nasze stopy spełniają te wymogi? Jeżeli posiadamy schorzenie jakim jest hallux rigidus (paluch sztywny), który charakteryzuje się tym, że paluch w stawie MTP nie zgina się grzbietowo gdyż np. posiada od strony grzbietowej osteofity przystawowe, a but ten charakteryzuje się tym, że więcej siły zginającej grzbietowo wchodzi w staw MTP to pytanie – but zaszkodzi czy nie? W oparciu o swoje doświadczenie powiem – może zaszkodzić, ale znowu to nie but jest winny i nie jego producent. Sam ból to już informacja, że stopa (a może całe ciało / organizm) nie radzi sobie z jakiegoś powodu. Nie wolno tego bagatelizować. Oczywiście jako terapeuta powiem – jeżeli boli cię coś w tym bucie, to gdybym ci radził od razu zmienić buty, byłbym delikatnie mówiąc, w oparciu o sztukę medyczną nieodpowiedzialny. Fizjoterapia i medycyna nakazuje specjaliście zastanowić się – o ile but jest minimalistyczny, naturalny i nie przeszkadza stopie, to dlaczego pojawiają się takie symptomy?

Jeżeli pacjent używa na co dzień stóp, w sposób bardzo leniwy (lub wręcz ich nie używa) to wprowadzenie takiego obuwia może być dobrym początkiem do pewnej zmiany (może ale nie musi). Bardzo dużo zależy od człowieka, który chce użytkować takie buty. Jeszcze więcej zależy od podłoża po jakim się poruszamy, jak poruszamy – czy chodzimy, czy biegamy, czy łączymy obie te czynności?

A czy można do takiego buta dołożyć wkładkę? Oczywiście że można by wspomóc pacjenta, ale znowu wrócę do poprzednich swoich rozważań – z czego jest zrobiona wkładka, czy pracuje z tym butem i ostatecznie czy nie zaburza pracy samej stopy w kompleksie stopa-wkładka-but-podłoże? Z pewnością to przetestuję. Jeżeli ma to być mechanizm przejściowy lub po ocenie stwierdzimy (specjaliści), że stopa lepiej pracuje we wspomnianym kompleksie barefoot-wkładka niż wkładka i seryjny but – to dlaczego nie? Ale nie da się odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie.

Z pewnością kształt buta bardzo pomaga – z samego kształtu można by zalecić ten but m.in. pacjentom z tendencja do hallux valgus etc. Ale tutaj ważne są szczegóły – jeżeli stopa już wpada w deformację i dysfunkcję to ten but uwaga – wówczas może przyspieszyć deformację. Siła reakcji podłoża jest zbawienną siłą, która stabilizuje stopę, włącza jej autoamortyzacje ale z chwilą, gdy pojawia się zaburzenie biomechaniczne np. zaburzenie osi: biodro-kolano-stopa lub np. zaburzenie pracy/ustawienia osi Henke (oś podskokowa) to ta sama zbawienna siła będzie siłą degradującą wspaniałą strukturę jaką jest stopa. Ludzki organizm z natury jest leniwy i oszczędza energię, więc jeżeli tym butem chcesz prostować stawy, kości i leczyć dysfunkcje TO NIE JEST BUT DO TEGO STWORZONY. On Ci wiele umożliwi pod warunkiem, że zrozumiesz, co się dzieje z Twoim ciałem – a w tym pomogą Ci specjaliści. Sporo ludzi ma słaby kontakt ze swoim ciałem. Ja z racji zawodu i różnych aktywności fizycznych, które uprawiałem wcześniej staram się mieć dobry kontakt do swojego ciała, stąd czuję te subtelne zmiany, które dzieją się w moim ciele pod wpływem noszenia barefoot. Osoby, które nie mają takiego kontaktu do swojego ciała mogą przeoczyć moment choćby zwykłego przeciążenia (pomijając fakt nieznajomości przyczyny). W ramach adaptacji do nowego obuwia, które może wymuszać zupełnie inną mechanikę potrzebujemy czasu i stopniowego zwiększania czasu, intensywności.

Czy zalecę ten but swoim pacjentom?

Ogólnie pacjentom –  tak zalecę, nawet wprowadzę to obuwie do sprzedaży w swoim centrum i sklepie internetowym. Jednak pytanie jakiemu pacjentowi? To już jest bardzo indywidualne. Nie chciałbym też, aby barefoot było traktowane jako niebezpieczny but, który o ile nie szkodzi, to nieznajomość swoich dysfunkcji może spowodować, że chód w takich butach może zrujnuje ukłąd ruchu. Tak absolutnie nie jest. W wielu krajach większa część społeczeństwa chodzi w tych butach – ale pamiętajcie o okresie adaptacji. Podejdźmy wszyscy ze zdrowym rozsądkiem. Znam mnóstwo pacjentów, którym zmiana obuwia stworzyła idealne środowisko do leczenia problemów w stopach, kolanie, kręgosłupie. I nie dlatego, że but ma magiczne właściwości tylko przy pełnym zaangażowaniu danego pacjenta (zalecenia fizjoterapeuty, sumienne wykonywanie np. treningu medycznego plus zmiana złych nawyków plus dołożenie barefoot) spowodowały postawienie przysłowiowej ,,wisienki na torcie”. Jeżeli zmieniamy siebie – nikogo nie dziwi zmiana np. diety, czy też pójścia do psychoterapeuty aby poznać swoje wewnętrzne mechanizmy psychologiczne i ograniczenia. Nie powinien dziwić fakt zmiany obuwia – jeżeli wiemy czego oczekujemy OD SIEBIE i na końcu od tej zmiany i samego buta.

Bibliografia:

  1. McNutt, Ellison J., Bernhard Zipfel, and Jeremy M. DeSilva. „The evolution of the human foot.” Evolutionary Anthropology: Issues, News, and Reviews 27.5 (2018): 197-217.
  2. Venkadesan, Madhusudhan, et al. „Stiffness of the human foot and evolution of the transverse arch.” Nature (2020): 1-4
  3. Nicholas B. Holowka, and Daniel E. Lieberman J Exp Biol 2018;221:jeb17442

Related Posts

Comments (1)

Justyna Miękina Ochałek

Wyczerpujące i na temat. Dziękuję !

Leave a comment